5 antyasertywnych nawyków kobiet - czy rozpoznajesz je u siebie?



Chcesz się nauczyć zachowywać bardziej asertywnie. Jednak Twoje wysiłki nie przynoszą efektów. Czujesz, że coś staje Ci na przeszkodzie. Sprawdź, czy nie są to Twoje codzienne zachowania. Niektóre z nich mogły przybrać formę nawyków. Dopóki będą Ci towarzyszyć, to będzie Ci bardzo trudno zrobić duży krok naprzód w asertywnym reagowaniu.


Poznaj 5 ANTYASERTYWNYCH NAWYKÓW, które obserwuję u kobiet, a które mogą zmniejszać Twoją asertywność i pewność siebie oraz wpływać negatywnie na poczucie własnej wartości.


Czy rozpoznasz je u siebie?


1. CZEKANIE: NA IDEALNY MOMENT, AŻ BĘDZIESZ INNA, LEPSZA ITP.


Czy odkładasz działania dopóki nie będziesz jeszcze lepiej przygotowana, lepiej radząca sobie, bardziej pewna siebie, będziesz się mniej stresować? Jak skończysz jeszcze jedno szkolenie, studia podyplomowe, jak awansujesz. Będziesz mieć dłuższe doświadczenie, więcej umieć, robić coś lepiej. Jak…. (tu wstaw swoje powody).


Nie, jeszcze nie teraz. Bo jeszcze nie do końca. Bo jeszcze nie tak, jak być powinno. Bo jeszcze nie wystarczająco. Bo jeszcze nie spełniam warunków. Bo jeszcze mi brakuje.


CZEGO Ci brakuje? A przede wszystkim DO CZEGO? I kto to ustala? Kto wyznacza surowe kryteria, warunki przejścia, wyśrubowane normy bycia odpowiednią i wystarczającą?


ODPOWIEDŹ: nie, to nie inni. To prawdopodobnie TY SAMA.

Ciągle niewystarczająco dobra, ładna, inteligenta, kompetentna, żeby:

- upomnieć się o awans,

- porozmawiać z przełożonym o podwyżce,

- zmienić pracę na lepszą,

- zacząć realizować, co Ci się marzy,

- „zasłużyć” na fajnego partnera,

- zostawić to, co toksyczne i obciążające,

- oprócz obowiązków mieć także czas dla siebie,

- robić swoje, a nie to czego oczekują np. Twoi rodzice,

- upomnieć się o swoje prawa czy traktowanie przez innych z szacunkiem,

- postawić ludziom granice i powiedzieć „nie”.


Czasem rzeczywiście, żeby np. dostać lepszą pracę, trzeba podszkolić angielski albo podnieść inne kwalifikacje, zdobyć doświadczenie. To normalne i potrzebne. Jednak jeśli jesteś kobietą, to uważaj i przyglądaj się sobie, bo możesz mieć SZCZEGÓLNY „TALENT” do NIEDOCENIANIA SIEBIE.


Czy serio musisz znać odpowiedzi na wszystkie pytania, mieć wszystkie doświadczenia świata i dyplomy, zanim się za coś zabierzesz (albo lepiej: ZANIM UZNASZ, ŻE ZASŁUGUJESZ, BY SIĘ ZA COŚ ZABRAĆ)? Tym bardziej, że nie ci idealni (czy raczej: CZEKAJĄCY NA ZOSTANIE IDEALNYMI) osiągają coś w życiu. Osiągają Ci, którzy po prostu próbują, działają, odważają się. Ty nie czekaj zbyt długo. Rób. Masz wszystko, czego potrzeba.


2. OBCIĄŻANIE SIEBIE ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ ZA SAMOPOCZUCIE INNYCH


Odkąd pamiętasz dbasz o to, by wszyscy czuli się dobrze i byli zadowoleni? I wiesz, że świetnie Ci to wychodzi? W domu „łagodzisz obyczaje”. W pracy jesteś taką „duszą zespołu” i słyszysz to od innych. Wiesz, że dobrze wpływasz na atmosferę i na to, że ludzie się między sobą dogadują. Czujesz się zresztą za to odpowiedzialna. Nie chciałabyś, żeby komuś było źle, był niezadowolony. Żeby ludzie się kłócili czy ze sobą nie zgadzali. I zwykle w Twoim towarzystwie tak się nie dzieje.


A jak to robisz? Mówisz im, żeby zrobili to i to i oni Ciebie słuchają? Dlatego jest tak miło i fajnie? NIE. Jest tak, bo Ty musisz się NAGIMNASTYKOWAĆ, CZASEM NIEMAL STANĄĆ NA RZĘSACH, by tak było. Musisz wykazać się elastycznością, zrozumieniem, empatią, wsłuchać w innych i ich potrzeby. Zapewnić warunki do tego, by byli w dobrym humorze. A co najgorsze - ZREZYGNOWAĆ ZE SWOICH POTRZEB, NA RZECZ TEGO, ŻEBY INNI MIELI ZADBANE SWOJE.


Przyznasz, że to trochę męczące, a na pewno OBCIĄŻAJĄCE?


Pół biedy, gdy podejmujesz te wszystkie wysiłki i ludzie są zadowoleni. Ale jak coś nie pójdzie i nie są? Czy to przypadkiem nie Ty powinnaś temu zapobiec? A nie zapobiegłaś, więc wychodzi, że TO TWOJA WINA. To jeszcze bardziej obciążające.


Zauważ, że takie ciągłe dbanie o dobre samopoczucie innych, to praca. PRZYTŁACZAJĄCE ZAJĘCIE NA PEŁEN ETAT, BEZ URLOPU I EMERYTURY. Zajęcie, które najczęściej wykonujemy my, kobiety. W dodatku to praca niewidoczna dla nas samych, zwłaszcza gdy od dawna ją wykonujemy, bo tak nas nauczono. I dopiero jak mocno się nad sobą zastanowisz, to zauważysz, że pracujesz.


Natalia de Barbaro w książce „Czuła przewodniczka” nazywa to zajęcie EMOCJONALNĄ HARÓWĄ. I myślę, że ta nazwa dotyka sedna sprawy.


- Twój syn/córka nie może dogadać się z ojcem – zgadnij, kto załagodzi sytuację?


- Ludzie w Twoim zespole nie mogą się zgodzić, co do ustaleń projektu – zgadnij, kto uratuje porozumienie?


- „Siadła” atmosfera na imprezie przez jakieś niedopowiedzenia – zgadnij, dzięki komu nastroje w końcu jednak będą dobre?


Pytanie brzmi: czy na pewno to Ty jesteś osobą, która powinna nieść na swoich barkach odpowiedzialność za emocje, nastroje i samopoczucie otoczenia?


Nasz wpływ na uczucia innych ludzi jest mocno ograniczony. Branie tej odpowiedzialności na siebie wymaga więc bycia bardzo elastyczną, dopasowania do innych, aż do rezygnacji z siebie, żeby tylko inni czuli się dobrze. A przede wszystkim jest ogromnym ciężarem, który nosisz i źródłem poczucia winy. Sama oceń, czy warto.


3. OBWINIANIE SIEBIE JAKO STAŁY ELEMENT ŻYCIA


W poprzednim punkcie pisałam, że bierzemy na siebie ciężar dbania o dobre samopoczucie otoczenia (emocjonalna harówa). Robimy to, by uniknąć poczucia winy. A gdy nam się nie udaje zapewnienie komfortu i dobrej atmosfery partnerowi, dzieciom, współpracownikom i tak czujemy się winne.


Ale to tylko 1 z 1000 powodów, dla których kobiety codziennie borykają się z tym uczuciem.

Przykłady?


Wcale nie jest o nie trudno:

• za mało czasu poświęcam rodzinie,

• za dużo czasu jestem w pracy

• za mało zrobiłam w pracy/jestem w pracy,

• za mało zadań wykonałam w domu,

• nie umiem pogodzić wszystkich zadań,

• powinnam umieć robić kilka rzeczy na raz,

• nie robię kariery takiej, jak powinnam,

• „siedzę” w domu z dziećmi,

• nie mam (jeszcze) męża, dziecka,

• nie lubię dzieci,

• nie chcę męża,

• chcę czegoś innego niż wszyscy,

• jestem niewystarczająco dobrą (matką, siostrą, żoną),

• potrzebuję odpoczynku, chcę mieć czas dla siebie,

• dbam o siebie,

• nie dbam o siebie,

• mam marzenia i swoje cele,

• nie mam marzeń i ambitnych celów,

• nie jestem doskonała,

• nie jestem zawsze pozytywnie nastawiona,

• czasem chcę powiedzieć NIE, itd., itp.


Nawet bardzo długie wyliczanie nie wyczerpałoby tej listy.


Czy przesadzam? Myślę, że nie. Choć na pewno nie każdej z nas taka bardzo rozbudowana lista dotyczy. Brytyjski Daily Mail pisze o GAT (Guilty All the Time generation) – pokoleniu ciągłego poczucia winy. Dziennik powołuje się na badanie, w którym ponad 96% respondentek czuło się winnymi przynajmniej raz dziennie a prawie połowa zmagała się z tym uczuciem 4 – krotnie w ciągu dnia. Badanie pokazało, że blisko 50% badanych kobiet budzi się w nocy z powodu poczucia winy. A ¾ doświadczyło więcej tej emocji, odkąd urodziły dziecko.


Ale nie tylko o częstość i ilość powodów tu chodzi. Również o to, CZY SĄ ONE RACJONALNE. Czy rzeczywiście tyle jest sytuacji, w KTÓRYCH MASZ REALNE PODSTAWY DO TEGO, BY SIEBIE OBWINIAĆ? Czy zauważyłaś, że na powyższej liście wiele z wymienionych powodów WZAJEMNIE SIĘ WYKLUCZA? A wiem z mojej pracy z kobietami, że one są często przeżywane przez jedną i tę samą osobę. To oznacza, że wiele rzeczy z powodu, których odczuwamy poczucie winy, pojawia się, bo to W NASZYCH GŁOWACH, nie w rzeczywistości, odstajemy od jakiegoś ideału.


Skoro lista rzeczy, przez jakie czujemy się winne, jest wręcz nieracjonalnie długa a ideały, do których dążymy, są trudno osiągalne (jeśli w ogóle istnieją), to WARTO SIĘ UCZYĆ, JAK UWOLNIĆ SIĘ OD POCZUCIA WINY. Uwolnić, by przestać na każdym kroku się umartwiać, zakończyć zabieranie sobie poczucia własnej wartości (winna = gorsza, zła = mniej warta) i pewności siebie. Zakończyć utrwalanie złego samopoczucia i negatywnego myślenia. By zacząć, żyć w większej zgodzie na siebie, żyć po prostu szczęśliwiej.


4. PYTANIE INNYCH O ZGODĘ, GDY WCALE JEJ NIE POTRZEBUJESZ


Jesteś już duża Czy musisz więc wszystkich pytać o zgodę? Jak to o zgodę? Przecież nie pytam. A przysłuchiwałaś się kiedyś temu, jak komunikujesz się w różnych sytuacjach? Jeśli nie, to sprawdź to, jak mówisz:


Do szefowej, szefa:


- Czy mogę z Panią porozmawiać 10 minut?


zamiast:


- Kiedy znajdzie Pani 10 minut na rozmowę ze mną?




- Czy mogę dostać podwyżkę/awans?


zamiast:


- Jakie są zasady, aby dostać podwyżkę awans? Jakie kryteria należy spełnić?




- Czy mogę dołączyć do tego projektu?


zamiast:


- Zależy mi, aby dołączyć do tego projektu.


W powyższych sytuacjach znacznie lepiej mówić o tym, na czym Ci zależy, czego chcesz, co jest dla Ciebie ważne (jak w przypadku dołączenia do projektu). Albo pytać, kiedy i na jakich zasadach (jak w przypadku rozmowy z szefową i podwyżki). Jeśli zamiast tego wciąż z Twoich ust słychać „czy mogę?”, to będziesz sprawiać wrażenie osoby uległej i niepewnej siebie. Kobiety, która na każdy drobiazg potrzebuje zielonego światła od innych.


Do znajomej, do kolegi:


- Czy pójdziesz ze mną do….?


- Niestety, mam już zaplanowane …Czy mogę umówić się z Tobą na inny termin?


zamiast:


- Chciałabym umówić się z Tobą na inny termin?


W tej sytuacji odmawiasz, a w asertywnej odmowie nie chodzi o pytanie 2 strony o zgodę, czekanie na akceptację, przekonywanie, argumentowanie, aż przyjmie Twoje NIE. To bardziej POINFORMOWANIE O PODJĘTEJ PRZEZ CIEBIE DECYZJI. W tej sytuacji możesz jednak wyjść na przeciw 2 osobie, proponując umówienie się kiedy indziej. Do ustalenia zostaje więc tylko termin.


Na zebraniu w pracy, w towarzystwie:


- Czy mogę coś powiedzieć?


zamiast


- Chciałabym coś powiedzieć.


Wiele z nas ma przekonanie, że może się odezwać, tylko gdy ktoś wyrazi na to zgodę albo zaprosi do zabrania głosu. Poza tymi sytuacjami lepiej nic nie mówić i nie wychodzić przed szereg. Tak nas często uczono. Tymczasem w różnych okolicznościach (w życiu prywatnym czy zawodowym) najczęściej nie ma czasu, by każdemu przyznawać głos, a wiele osób chce się wypowiedzieć. Jeżeli sama nie zaznaczysz, że chcesz mieć przestrzeń na wyrażenie swojego zdania, sprawisz wrażenie osoby, która tego zdania nie ma. Możesz też być odebrana jako mało zaangażowana i bez inicjatywy.


W związku, małżeństwie:


- Nie wiem, czy mój partner puści mnie w tak długą podróż.


Serio? Może raczej po prostu partner nie będzie zadowolony? Ale żeby musiał „puścić” to już zdecydowanie nie te czasy.


- Chciałabym pójść na szkolenie przez 2 weekendy, ale mąż się nie zgadza.


Hmm, dziś to już na pewno nie kwestia zgody męża, a co najwyżej dyskusji o kosztach takiego szkolenia i terminie. Przy uwzględnieniu oczywiście comiesięcznego domowego budżetu, obowiązków itp. Pamiętaj, że Twoje potrzeby, również te rozwojowe są ważne i masz prawo je realizować. Nawet jeśli mąż uważa, że to nie jest dobry pomysł. Dopóki traktujesz innych z szacunkiem i nie robisz nikomu krzywdy, masz prawo do wcielania w życie swoich planów.


PO CO TO WSZYSTKO?

Wydaje się, że to przecież niewielkie zmiany sposobie komunikowania się, zadawania pytań. Tak niewielkie, ale jednocześnie jest to duża zmiana jakościowa – ważna dla budowania relacji z innymi, zaznaczania Twojej asertywności, rozwijania pewności siebie.


5. UZNANIE, ŻE TWOJE JEST MNIEJ WAŻNE


Chciałabyś czasem odpocząć i zająć się sobą? Ale wokół tyle osób, które potrzebują Twojego zaopiekowania, zajęcia się, wsparcia…? Wiesz, że Twoje nie najważniejsze. Nie teraz. Jesteś już przecież dorosła i zęby potrafisz zacisnąć. Świat się od tego nie zawali. Obiecujesz sobie, że jak już zadbasz o wszystkich, to wtedy będziesz mogła też uwzględnić siebie. Jednak kolejka, na której końcu się stawiasz, jest tak długa, że zwykle nie wystarcza Ci na to sił, czasu, środków.


CO NAJCZĘŚCIEJ UZNAJEMY ZA MNIEJ WAŻNE, NIŻ U INNYCH?


- uczucia, potrzeby – ignorujesz, bo nigdy specjalnie nie poświęcałaś im uwagi, to jakieś tam emocje. A przecież to nieważne, bo w życiu trzeba się kierować rozsądkiem. „Potrzeby? Ale jak to, moje? No, w sumie to nie wiem, czego mi potrzeba”.


- ambicje i plany - rezygnujesz, bo męża, partnera, dzieci, rodzeństwa, znajomych, rodziców są ważniejsze.


- interesy, prawa – nie dopominasz się, bo przecież nie wypada się kłócić i domagać czegoś. Jeszcze popsujesz atmosferę i inni poczują się nieszczęśliwi (patrz nawyk 2) a Ty winna (patrz nawyk 3).


W JAKICH PRZYKŁADOWYCH SYTUACJACH REZYGNUJEMY Z SIEBIE?


- dbasz o to, by członkowie rodziny wyspali się i odpoczęli, a sama nie dajesz sobie chwili wytchnienia,

- innym robisz prezenty, podczas gdy prezent dla siebie uważasz za zbytnią rozrzutność,

- rezygnujesz z czegoś, co jest ważne dla Ciebie, by ktoś mógł zrealizować swoje cele i mówisz, że nic się nie stało,

- innym wybaczasz błędy, choć sobie nie możesz darować,

- dzielisz się, a gdy dla Ciebie zabraknie, twierdzisz, że możesz się bez tego obejść.


DLACZEGO WARTO UZNAĆ, ŻE TWOJE JEST WAŻNE, BEZ EGOIZMU I POCZUCIA WINY?


- po dłuższym czasie rezygnowania z siebie i stawiania siebie na końcu pojawia się frustracja, gniew, rozczarowanie, poczucie krzywdy,


- nie chodzi o to, żeby nie zajmować się innymi ludźmi. Altruizm, robienie czegoś np. dla bliskich to super sprawy i ważne w życiu wartości. Jednak jeśli nie zadbasz o siebie, może Ci nie starczyć sił i energii, by zatroszczyć się o innych („z suchej studni nikt nie ugasi pragnienia”),


- uznanie, że moje jest ważne i zadbanie o siebie pierwszy krok do samoakceptacji i uznania swojej wartości (poświęcam sobie czas, zajmuję się sobą, zaspokajam swoje potrzeby = jestem ważna, wartościowa),


- przez rezygnację z siebie oddajesz innym pole do działania (np. w pracy). Tym gorzej przygotowanym, nieperfekcyjnym, ale odważniejszym, bardziej pewnym siebie, którzy nie umieszczają na szarym końcu realizacji swoich celów i marzeń, ale biorą z życia pełnymi garściami,


Często chcemy zrobić tak wiele dla innych, kosztem siebie, bo zależy nam, aby uznali naszą wartość. Ale to tak nie działa. Gdy pomijasz siebie, wysyłasz sygnał, że nie jesteś wartościowa. NAJPIERW BĄDŹ WAŻNA SAMA DLA SIEBIE. A WTEDY TWOJE OTOCZENIE RÓWNIEŻ ZOBACZY TO W TOBIE.


84 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie